Backseat Serenade

07-11-2016
Rozdział trzeci 99%

Cześć! Jestem Midori i karmi się mnie komciami. Nie muszą być pochwalne, ale takie jakieś treściwe. A kiedy się najem, to szybciej piszę rozdział. Tak na poważnie, to miło mi jest bardzo, kiedy czytasz i coś napiszesz. Za to niefajnie trochę, kiedy wchodzę na jakiegoś bloga, widzę tam mój link, a komcia jak nie było, tak nie ma. Serio, jeśli piszesz bloga, to też to pewnie rozumiesz. Dla Ciebie to kilka minut, a dla mnie jeden uśmiech :)

Graficzne cudo na moim blogu wyszło spod ręki Renfri z Panda Graphics.

UWAGA! W rozdziałach występują przekleństwa, wprawdzie sporadycznie, ale zawsze.
Żyję, rozdział się pisze, spokojnie.

środa, 6 lipca 2016

Prolog

 BETOWAŁA YURIKO
              Ciemna, letnia noc. Rozgwieżdżone niebo, ciepły wiatr w koronach posadzonych ręką człowieka drzew. I dwójka młodych ludzi przemierzająca ulice piaskowej wioski. Ona — drobna dziewczyna, sięgająca swojemu towarzyszowi najwyżej do połowy przedramienia. Rude włosy kołysały się w rytm jej kroków. Obok niej niespiesznie szedł chłopak. Miał młodą twarz, nastroszone brązowe włosy i umięśnione ramiona, które odkrywała koszulka na szerokich ramiączkach.
— Wiesz co, Ai? Ja to cię czasem naprawdę nie rozumiem — powiedział po chwili milczenia.
— Taa, a to dlaczego? — zapytała Aiko, jednak nie wyglądała na szczerze zainteresowaną odpowiedzią.
— Nigdy nie ciekawiło cię, kim naprawdę są twoi rodzice?
— Nie — odparła krótko i spojrzała w niebo. — Wychodzę z założenia, że skoro oni mnie nie chcieli, to czemu ja mam chcieć ich?
Mężczyzna zastanawiał się chwilę, aż w końcu mruknął w zamyśleniu:
— A jeśli coś ich do tego zmusiło?
— Nie obchodzi mnie to. Moimi rodzicami są ci, którzy mnie wychowali, nieważne, czyja krew we mnie płynie. — Wzruszyła ramionami.
— Może i racja.
— No więc, Kankuro, nie zaprzątaj sobie tym główki. — Roześmiała się serdecznie i skręciła w jedną z mniejszych uliczek. Chwilę później zatrzymała się przy niskiej furtce. — Dzięki za odprowadzenie.
— Nie ma za co, jeszcze by cię ktoś porwał i z kim ja rozmawiałbym o moich życiowych przemyśleniach? — zapytał z uśmiechem.
— Ogromna by to była strata! Leć do domu, bo to rzekome porwanie działa w dwie strony.
Przyjaciele pożegnali się i każde odeszło w swoją stronę.
***
Dosyć przestronny pokój rozświetlało jedynie słabe światło lampki, która stała na biurku. Na ścianie tańczył jeden cień, należący do mężczyzny przechadzającego się po pomieszczeniu. Cień, śladem swojego właściciela, był postawny i miał bardzo gęste, rozwichrzone włosy.
Obok biurka stało krzesło, które chwilowo lekko uginało się pod ciężarem człowieka. Człowiek zajmował się papierami, wypełniającymi mebel przed nim i nic nie wskazywało na to, że toczy jakąkolwiek kłótnię ze swoim gościem.
— Jesteś bezczelny, Nagato — stwierdził mężczyzna z czarnymi włosami. Ręce skrzyżował na piersiach i marszczył brwi, najpewniej myśląc o czymś intensywnie.
— Nie nazywam się Nagato.
— Och tak, zapomniałem tytułować cię tym śmiesznym pseudonimem, jakim każesz się do siebie zwracać. To taki miks, co? Ciało Yahiko, szczątki rozumu Nagato i wychodzi Pain. Ciekawe, ciekawe — odparł mężczyzna. Przez jego twarz przemknął cień cynicznego uśmieszku.
— Twoja ironia w żaden sposób mi nie imponuje, więc sobie daruj — stwierdził Pain.
— W chwili obecnej jesteś ostatnią osobą, której chciałbym zaimponować. Czy tobie już odbiło do reszty? Rozumiem, stres, presja, to wszystko może się odbić na człowieku, ale wydawało mi się, że jesteś nieco odporniejszy niż inni. — Zatrzymał się na chwilę, aby zaczerpnąć powietrza. — Nie zgadzam się. Po prostu nie i nie obchodzi mnie, kim ona jest.
— Nie rozumiesz, że mnie to też nie jest na rękę? Nikomu, do cholery, to nie jest na rękę, ale co mamy zrobić?! — warknął zirytowany mężczyzna.
— Od kiedy to problemem jest dla ciebie zabijanie ludzi?
— Nie zrobię czegoś, co sprawi ból Konan.
Czarnowłosy mężczyzna usiadł na kanapie. Opierając ręce na podłokietniku, w zamyśleniu masował sobie skroń. Jego towarzysz uniósł wzrok znad papierów. Niezwykłe, fioletowe oczy, zdradzały w tym momencie zmęczenie. I ogromny dylemat. Odezwał się znów, jednak już spokojniejszym tonem:
— Madara, muszę zrobić tak, a nie inaczej. A ty, z łaski swojej, spróbuj się nie wtrącać.
— Nie mogę tego nie robić, kiedy jesteś taki miękki i sentymentalny — mruknął Uchiha.
— Na całe szczęście wiemy o tym tylko ty i ja — rzekł z przekąsem.
— Na litość wszystkich bogów, dlaczego jakiś głupi, szczeniacki wybryk ma robić nam problemy w teraźniejszości? To tylko kolejne ludzkie istnienie, które, swoją drogą, nigdy nie powinno powstać. Rozumiesz? To wybryk natury, coś nienaturalnego. TY jesteś wybrykiem natury. Bycie ojcem nie jest twoim powołaniem.
— Zamknij się. I wyjdź. W tej chwili, kurwa, wyjdź.
— Widzę, że dotknąłem czułej struny. Ale to nieważne, posłuchasz mnie teraz, chłopcze — odparł tonem, w którym pobrzmiewała nuta zdenerwowania i podszedł do lidera Akatsuki. — Nie chcę jej tu widzieć. Nie chcę widzieć tu w ogóle żadnych gówniarzy. Może być córką kogo tam sobie chcesz. Ale jeśli będzie zagrażać naszej misji, masz ją zlikwidować. I radzę ci być posłusznym — powiedział i faktycznie wyszedł.
Pain przez chwilę trwał w bezruchu. Nagle szybkim ruchem ręki strącił wszystko, co znajdowało się na jego biurku. Zapadła ciemność, kiedy w kontakcie z podłogą stłukła się żarówka lampki. Mężczyzna wstał, a z jego ust posypały się wulgaryzmy. Podszedł do ściany i zamachnął się na nią pięścią. Spojrzał na powstałe pęknięcie i swoje obite knykcie. Choć złość nie wyparowała, opanował się i wrócił na swoje miejsce. Przeanalizował całą sytuację jeszcze raz. Nic nowego nie wpadło mu do głowy, a przynajmniej nic, co usatysfakcjonowałoby obie strony.
Przeniósł wzrok na podłogę. „Cholera” — pomyślał. „Będę musiał to posprzątać.” Dopiero teraz, kiedy emocje nieco opadły, poczuł pieczenie w dłoni, jednak nie zwrócił na to uwagi. Usłyszał pukanie do drzwi.
— Kto? — zapytał przesadnie głośno.
— Konan, Liderze — odparła osoba za ścianą.
Pozwolił jej wejść. Kiedy zamykała drzwi, nie spuszczał z niej wzroku. Omiótł spojrzeniem najpierw niebieskie, długie do ramion włosy, a następnie twarz o łagodnych rysach i sylwetkę, którą skrywał niedopasowany do ciała płaszcz. Stwierdził, że mimo upływających lat oblicze jego partnerki nie nosi żadnych oznak czasu. Jedynie oczy, bursztynowe, zdradzały zmęczenie i pewien bagaż życiowy.
— Rozmawiałeś z nim? — zapytała kobieta, podchodząc do biurka.
— Tak. I, jak się pewnie domyślasz, zdania nie zmienił — mruknął w odpowiedzi Pain. — Ale nie martw się. Jutro tam pójdę, a Aiko wróci ze mną do Akatsuki. — W jego głosie pobrzmiewała stanowczość.
— Ale Mada... — zaczęła, choć nie dane jej było skończyć. Przerwał jej gest mówiący sam za siebie.
— Nie pozwolę, żeby mną rządził. Jestem bogiem — rzekł, patrząc jej przy tym w oczy. Chociaż było ciemno, widziała blask, jakim emanowały. Nie był to jednak ten chory błysk, który towarzyszył jego opowieściom o planach świata bez bólu. Wyrażał zdecydowanie i pewną przekorę.
***
Kiedy tylko zamknęła drzwi do domu, spostrzegła, że coś jest nie tak. Nie słyszała odgłosów telewizora, który przeważnie był włączony, ani krzątaniny swojej matki, przygotowującej obiad. Jednak, kiedy wytężyła słuch, dobiegły ją przyciszone głosy, ale nie mogła rozróżnić poszczególnych słów. Zrzuciła ze stóp buty, położyła pod ścianą szkolny plecak i przeszła przez korytarz. Zajrzała do salonu.
W dużym pokoju, którego ściany miały kolor słomkowej żółci, stały dwa wysłużone fotele i kanapa. Oraz wiele innych rzeczy, ale na nie Aiko nie zwróciła najmniejszej uwagi. Meble te przykuły jej wzrok, z powodu osób, które nań zasiadały. Oprócz rodziców dziewczyny, drobnej kobietki z włosami spiętymi w koczek i jej męża, ponad czterdziestoletniego już mężczyzny w kraciastej koszuli, w pomieszczeniu był ktoś jeszcze. I może uznałaby, że to jakiś znajomy rodziców, a potem poszła po prostu do siebie, gdyby nie dziwaczny wygląd intruza.
Był to mężczyzna. Wyglądałby całkiem normalnie, gdyby nie dwie kwestie — jego twarz nosiła na sobie wiele, wiele dziwnych, metalowych kolczyków, a ubrany był w czarny płaszcz, ze sterczącym kołnierzem i wyszytymi czerwonymi chmurkami. Aiko wiedziała, że gdzieś już widziała ten strój, choć za żadne skarby tego świata nie mogła sobie przypomnieć gdzie. Ale chwilę później oświecenie spadło na nią jak grom z jasnego nieba i już wiedziała, że będzie problem.
— Cześć, córciu, mogłabyś z nami usiąść? — odezwała się matka, starając się uśmiechnąć, jednak wyszedł z tego dziwny grymas.
Dziewczyna wpatrywała się w swoją opiekunkę z tępym wyrazem twarzy. Co ona jej do cholery proponuje? Przecież w jej własnym domu, salonie, na kanapie, siedzi właśnie niebezpieczny morderca, a ona jakby nigdy nic prosi, żeby z nimi usiadła. Wariactwo.
Spojrzała na ojca, który nie powiedział ani słowa, jedynie ze ściśniętymi wargami patrzył na niezwykłego gościa.
Chociaż w środku gotowała się z powodu całej tej sytuacji, posłusznie zajęła miejsce obok kobiety. Przybysz dziwnym sposobem wzbudzał w niej respekt, a jego pochmurna twarz nie wróżyła nic dobrego.
— Może by pan coś jej wyjaśnił? — mruknął Hachiko, ojciec rudowłosej.
— Uważam, że lepiej zniesie to z ust matki, ale jeśli chcecie — odpowiedział Pain. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję z ich strony, kontynuował: — Nazywam się Pain i jestem przywódcą organizacji wyspecjalizowanych ninja — tu starszy mężczyzna parsknął, jednak Pain nie zwrócił na to uwagi — o nazwie Akatsuki. Jestem też — zawahał się na chwilę — twoim ojcem. Chcia...
                — Zaraz, zaraz, zaraz — przerwała mu dziewczyna, która w obliczu takich informacji odzyskała głos. — Mam już ojca. Nie potrzebuję kolejnego — warknęła.
                — Nie przerywaj, proszę — odezwała się Miwa, matka Aiko. Niewzruszony lider Akatsuki kontynuował:
                — Z powodu twoich ujawniających się zdolności, zdecydowałem, że zabiorę cię do mojej organizacji, aby wyszkolić cię na jej pełnoprawnego członka.
                Słyszała już o Akatsuki. W Sunie, gdzie mieszkała, mówiono, że są niebezpiecznymi, nie do końca zdrowymi na umyśle, mordercami. Nigdy jednak żadnego z nich nie spotkała, a teraz oto siedzi przed nią ich przywódca i oznajmia, że jest jej ojcem. Zastanawiała się, o jakich zdolnościach on mówi. Według niej samej była zwykłą ninja z przeciętnymi umiejętnościami. Jedyną rzeczą, która odróżniała ją od rówieśników, były oczy — fioletowe, w pręgi. Przyzwyczaiła się już, że ludzie patrzą na nią z zainteresowaniem, kiedy tylko ta przedziwna transformacja tęczówek zwróciła ich uwagę. Kiedy była młodsza, pytała rodziców nie raz i nie dwa, co to i dlaczego akurat jej się przytrafiło, a oni odpowiadali, że to skarb, że czyni ją wyjątkową. Nagle dotarło do niej, że jeśli Pain tutaj jest z tego powodu, to kłamali, a ten skarb okazał się przekleństwem.
— Nie może pan mnie zostawić w spokoju? Nie mam najmniejszej ochoty zostać płatnym mordercą.
— Obawiam się, że nie masz wyjścia. Nie wiem, czy wiesz, ale odziedziczyłaś po mnie niezwykle rzadkie Kekkei Genkai . I z tego tylko powodu tutaj jestem. Gdyby nie to, nie burzyłbym ani twojego, ani twoich rodziców, ani swojego świata. Uwierz, nie jestem kimś, kogo powołaniem jest ojcostwo. Nie bierz tego do siebie, po prostu takie są realia — wyjaśnił Pain. Przez chwilę nie mógł uwierzyć, że powtórzył słowa Madary, jednak musiał przyznać sam przed sobą —mężczyzna miał rację.
— I czego pan oczekuje? Że spakuję się jak na kolonię i radośnie zamieszkam z tymi wszystkimi niebezpiecznymi ludźmi? — zapytała dziewczyna i zwróciła się do swoich rodziców. — Wiedzieliście o tym? Mówiliście, że zostałam podrzucona pod wasze drzwi.
— Pozwól, że ja ci wyjaśnię. Pani Nagatawa jest daleką ciotą mojej partnerki, a twojej matki. Obiecała zająć się tobą, jak i utrzymać w tajemnicy twoje pochodzenie. Mam nadzieję, że rozumiesz nasze pobudki.
— Taaak, to wszystko wyjaśnia — mruknęła. Kompletnie nie wiedziała, co o tym sądzić. — W dalszym ciągu się nie zgadzam.
— Myślę, że przyjemniej dla nas obojga będzie, jeśli zabiorę cię tam dobrowolnie, a nie siłą.
— Czy pan aby nie przesadza?! — krzyknął ojciec Aiko. Dotychczas nie zabierał głosu, jednak i jego nerwy kiedyś musiały puścić, a Pain zdecydowanie przekroczył granicę. Co jak co, ale nie będzie groził JEGO córce w JEGO domu. Rudowłosy uniósł lekko brew, przenosząc wzrok na starszego mężczyznę. Jego twarz nie zdradzała żadnych uczuć, poza obojętnością.
— Wydawało mi się, że pan zrozumiał, że nie ma innego wyjścia — odparł ze stoickim spokojem. Hachiko nie odezwał się już ani słowem. — Myślę, że skoro wyjaśniliśmy sobie pewne rzeczy, możesz iść i się spakować. Tylko możliwie jak najszybciej.
— Pan chyba zwariował. Nigdzie nie idę — postanowiła Aiko, krzyżując ręce na piersiach.
Była wściekła i wcale tego nie ukrywała. O ile w miarę dobrze przyjęła informację o swoim ojcu, o tyle sposób w jaki ją traktuje i pozbawia wolnej woli — ba, rozkazuje jej! — doprowadzał ją do szewskiej pasji. Uważała bowiem, że siedzący naprzeciwko niej mężczyzna nie ma żadnych, ale to żadnych praw do niej. Bądź co bądź, zdecydował się jej pozbyć i nie interesował się nią przez siedemnaście lat. Nie miała do niego o to pretensji, wręcz przeciwnie — była mu wdzięczna, że albo jej nie zamordował, albo nie pozwolił wychowywać się w tym skupisku najróżniejszych psycholi. Pragnęła więc, aby i teraz nie miał do niej żadnych roszczeń. Oliwy do ognia dodawało jego pełne wyższości spojrzenie i nieznoszący sprzeciwu ton głosu. Jakby spodziewał się, że kiedy zdecyduje się wyjść, gospodarze domu rozwiną w te pędy czerwony dywan. Aiko nigdy nie lubiła ludzi o takim usposobieniu, a właśnie taki okazał się być jej rodzony ojciec. Świetny żart, drogi losie!
Lider Akatsuki zmarszczył brwi, pierwszy raz, od kiedy wszedł do tego domu, dając upust swoim uczuciom. Nie spodobało mu się to, co powiedziała jego córka, co odmalowało się na jego twarzy.
— Będąc w mojej organizacji, będziesz musiała nauczyć się być posłuszną tym, którzy mogą zrobić ci krzywdę. A, co najważniejsze, trzymać swój język na wodzy — stwierdził dosyć nieprzyjemnym głosem.
Atmosfera w pokoju zrobiła się dużo bardziej ponura. Przyszywana matka Aiko, choć i tak już w wielkim stresie, wystraszyła się nie na żarty. Bała się, że mężczyzna zrobi krzywdę jej mężowi, bądź Aiko.
 — Niech pan jej wybaczy — bąknęła pod nosem. — Jest w wielkim szoku. — Chciała dodać coś jeszcze, jednak Pain przerwał jej machnięciem dłoni.
— Masz pięć minut na spakowanie się, inaczej zamieszkasz w Akatsuki tak, jak stoisz - powiedział, odzyskując swój spokój. Stwierdził, że już dosyć czasu tu stracił.
Dziewczyna w panice zwróciła wzrok na swoich rodziców. Ojciec, ze ściśniętymi wargami, wpatrywał się w okno, a matka posyłała jej błagalne spojrzenia. A więc oni już zadecydowali. Została postawiona pod ścianą i na nic zda się jej opór, może jedynie być powodem szkód. Nie mówiąc nic, wstała i pognała do swojego pokoju. Tam, jak w amoku, wyciągnęła torbę podróżną i nie myśląc wiele, wrzuciła do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Była w takim otępieniu, że nie wiedziała, kiedy skończyła się pakować i zeszła do salonu. Nie wiedziała nawet, co ma w torbie, ale chwilowo nie obchodziło ją to, nie obchodziło ją nic poza tym, że właśnie się wyprowadza. Wyprowadza się do Akatsuki.
Nie odezwała się słowem, kiedy Pain wstał i wziął od niej torbę. Nie powiedziała nic, kiedy żegnała się z rodzicami. Patrzyła na łzy matki w absolutnej ciszy, tak też przytuliła ich na do widzenia. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek tu wróci. Rudowłosy chwycił jej nadgarstek i już chciał się teleportować, kiedy szarpnęła ręką. Popatrzył na nią ze zdziwieniem.
— Nie dotykaj mnie — warknęła. Złapał ją więc za skrawek bluzki i teleportowali się do Akatsuki.

   Co by tutaj powiedzieć... Zacznę może od tych, którzy bardziej są zdziwieni powyższym rozdziałem, czyli tych, którzy czytali starą "wersję" Córki boga. Powiedzmy, że postanowiłam wrócić na stare śmieci, z powodu ponownego zajrzenia do Naruto. I kiedy przypomniałam sobie o tym blogu, stwierdziłam, że ten pomysł nie jest taki zły i chcę to opowiadanie poprowadzić do końca. Wzięłam się więc do pracy i na początek przeczytałam stare rozdziały. Kwitując to krótkim "hehe" kliknęłam usuń, bowiem teksty te wołały o pomstę do nieba. Może nie pod względem czysto technicznym, ale akcja, której nie było, była tak tragiczna i nielogiczna, że wstyd i hańba. No i to tyle, jestem! Mam nadzieję, że nie przejdzie mi szybko, a czytelnicy tutaj powrócą. Oby. 
   Dalej, do osób które są tutaj pierwszy raz. Cześć, czołem, hej i tak dalej! Cieszę się bardzo, że tu jesteś, mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej. Jak chyba każdy bloger, muszę dodać standardowe jęczenie o komcie - bowiem to chyba nas napędza do pisania, czyż nie? O mnie coś przeczytacie w odpowiedniej zakładce. 
  Koniec końców, wiem, wiem, szablon się spierniczył, ale ja nie wiedzieć, ja być Midori z odległego kraju, gdzie nikt nie znać się na grafika, html, i tak dalej. Możecie mi za to podsyłać jakieś fajne szabloniarnie, gdzie będę mogła coś zamówić, a póki co, no cóż...
A więc czytajcie i komentujcie, do następnego!

2 komentarze:

  1. Kurczałkę, cieszę się. Bo to był jeden z chyba tylko trzech blogów, których tak mocno żałowałam, że zostały opuszczone(zawieszone).

    Szczerze mówię nie pamiętam już tamtej wersji, więc nie wiem jak bardzo się różni od tej. Póki co jest prolog, więc za dużo powiedzieć nie mogę. Poza tym wyszłam z wprawy jeżeli chodzi o komentowanie.
    Och tak, zapomniałem nazywać cię tym śmiesznym pseudonimem, jakim każesz się do siebie zwracać. To taki jakiś miks, co? Ciało Yahiko, szczątki rozumu Nagato i wychodzi Pain. Ciekawe, ciekawe xDDDDDDDDD zawsze wiedziałam, że Madara jest jedynym zajebistym Uchihom XD
    Mam nadzieję, że będzie trochę takich bliższych rozmów Konan i naszego lidera. Bo no jest tak mało blogów o nich :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, miło mi czytać takie słowa ^^ I cieszę się, że udało mi się Cię ściągnąć tu z powrotem.
      I dobrze, dobrze, nie pamiętaj :D
      Madara - jedyny kandydat na zajebistego Uchihe xD Nie mogłam się oprzeć, musiałam zrobic z niego troszkę śmieszka.
      No właśnie ubolewam bardzo, gdyż niezmiennie shippuję YahiKonan, bądź PainKonan, a nigdzie nie mogę o tym poczytać. Bądź co bądź, czytanie jest nieco przyjemniejsze od pisania o jakimkolwiek paringu.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! Wasze komentarze motywują do dalszego pisania :)